Thursday, 25 April 2013

I don't wanna go to school, I don't wanna take the call, I just wanna be a fool and get lovesick with you

Zadziwiające, jak bardzo zwiększa się moja aktywność na wszelkich serwisach kiedy mam tyle innych rzeczy do roboty! Ostatnio nawet dbanie o zdrowie przychodzi mi łatwiej, niż wszystko inne. Z mojego biurka nadal można usłyszeć ciche łkanie pracy licencjackiej, przywalonej stosem rzeczy bardziej ciekawych (o nie, to już cios poniżej pasa - przecież jej temat jest, nie ironizując, cholernie ciekawy!), a moje serce jest już gdzieś na Wyspach, chociaż ciało pojawi się tam dopiero za sześć długich dni. A skoro już jesteśmy przy sercu, to należy ono w chwili obecnej (dość rozpustnie) do trzech panów. I to panów z wielką siłą perswazji! Jeden sprawił, że po prawie 6 latach zatęskniłam za pianinem tak bardzo, że będąc w domu mam nieustanną ochotę na nim zagrać, drugi spowodował, że moja szafa ze stanu "przenigdy nie przyjmę do siebie czegoś w panterkę" powiększyła się o dwa cętkowane nabytki.* Wierzyć się nie chce, że zajęło mu to mniej niż dwa miesiące, chociaż przeczuwałam to już kiedy zobaczyłam go za pierwszym razem, w niesamowicie późnych godzinach nocnych, ubranego właśnie w taki płaszcz. No cóż, chłopcom, którzy z własnej woli ubierają się w cekinowe koszulki nie da się przecież odmówić!






A na koniec coś, co dokładnie opisuje mój teraźniejszy stan. I nadchodzący miesiąc. I wszystko ogółem!






* o panu numer trzy (a właściwie numer jeden) nie trzeba chyba wspominać, bo odkąd rok temu skłonił mnie do zakupu pierwszych (i kiedyś znienawidzonych) mokasynów, nic na tym świecie nie jest już takie samo :)