Ta piosenka od zeszłej soboty już na zawsze będzie mi się kojarzyć inaczej. Odśpiewana (a raczej wykrzyczana) w Berlinie z najcudowniejszym mężczyzną chodzącym po tej ziemi a.k.a. Thomasem Peterem Meighanem, który trzymał mnie w tym momencie za nadgarstek i zmuszał do zaśpiewania z nim. Tamta noc jest dla mnie nadal tak nierealna, że gdyby nie potwierdzenia moich znajomych i filmik upamiętniający to wszystko, to sama bym w to nie uwierzyła.
Nie było mnie tu bardzo długo - wszystko oczywiście nie bez powodu (tak, prokrastynacja też jest powodem), ale postaram się to zmienić. Chcę już, żeby te 12 dni minęło tak szybko jak zeszłe 5 miesięcy. Bo za 12 dni czeka mnie kolejny dzień w niebie. Ale o tym opowiem w swoim czasie.